W miniony piątek, w wieku 86 lat zmarł Tadeusz Szybowski. Odszedł człowiek skromny, pełen ciepła i pogody ducha. Odszedł kolejny Rapsodyk.

+++

Pan Tadeusz Szybowski był aktorem teatralnym i estradowym (zagrał 100 ról). Angaż do Teatru Rapsodycznego otrzymał w 1950 roku, gdzie pracował przez kolejne 3 lata (do czasu pierwszej likwidacji tej Sceny). W tym czasie zagrał, m.in. w „Beniowskim”, „Panu Tadeuszu”, „Polonezie imć Pana Bogusławskiego”, w „Portretach i astronomii”, „Aktorach w Elzynorze”. Ukończył Studio Teatralne działającego przy Teatrze Rapsodycznym, w którym wykładali, m.in. Danuta Michałowska, Mieczysław Kotlarczyk, Tadeusz Kudliński. Dzięki pracy w tym Zespole poznał ks. Karola Wojtyłę, z którym spotykał się wielokrotnie podczas artystyczno-religijnych przedsięwzięć, min. w parafii pw. św. Floriana w Krakowie oraz w Częstochowie (obchody 1000-lecia Chrztu Polski na Jasnej Górze).

Po 1953 r. Tadeusz Szybowski związał się z Teatrem Poezji, a następnie - na ponad 30 lat z Teatrem im. J. Słowackiego w Krakowie, gdzie zagrał m.in. „Kordiana” w reż. B. Dąbrowskiego. 13 grudnia 1980 r. w prapremierze dramatu Karola Wojtyły pt. „Brat naszego Boga” w reżyserii Krystyny Skuszanki wcielił się w symboliczną rolę księdza spowiednika. Aktor współpracował z wieloma znakomitymi reżyserami, m.in. z I. Babel, K. Skuszanką, L. Zamkow, K. Fryczem, B. Korzeniewskim, Wł. Krzemińskim.

+++

Dziś przywołuję naszą rozmowę zatytułowaną „Sto ról - zakochanie w sztuce teatru” opublikowaną 21 grudnia 2015 roku.

Tadeusz Szybowski
Tadeusz Szybowski podczas
drugiego spotkania projektu
Emanacja Rapsodyków,
czerwiec 2015,
fot. S. Proszek / IDMJP2

Sto ról - zakochanie w sztuce teatru” – Tadeusz Szybowski - aktor Teatru Rapsodycznego o emanacji Rapsodyków w swoim życiu, pracy w Zespole Mieczysława Kotlarczyka, związkach z Kościołem i spotkaniach ze Świętym Janem Pawłem II, ale także o bliskich i świętach Bożego Narodzenia. Kolejny wywiad Dominiki Jamrozy, koordynatora Sceny Papieskiej IDMJP2 w ramach cyklu „Rozmowy Sceny Papieskiej”.

Dominika Jamrozy: Należy Pan do grona artystów, których spaja podobna wizja sztuki i kultury, wpisana w założenia „Sceny Papieskiej” Instytutu. Ustalmy jednak na początku fakty. Jest Pan Małopolaninem z „dziada pradziada”?

Tadeusz Szybowski: Tak, urodziłem się w 1932 roku w podkrakowskiej Skawinie. Moi rodzice także pochodzili z Małopolski.

DJ: Spotykamy się tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. Czy może Pan podzielić się świątecznymi wspomnieniami ze swojego rodzinnego domu? Które z tradycji kultywuje Pan do dzisiaj w kręgu swoich najbliższych?

TSZ: Muszę Pani powiedzieć, że wyrosłem we wspaniałym domu. Byliśmy liczną rodziną. Jestem dwunastym, ostatnim dzieckiem moich rodziców. Myślami wracam do czasów przedwojennych, kiedy wspólnie zasiadaliśmy przy stole wigilijnym w Kalwarii. Do dzisiaj dla mnie to ogromnie ważne, by Święta były czasem spotkania z najbliższymi, kolędowania. W domu była fisharmonia. Śpiewaliśmy kolędy i pastorałki. Jeden z braci, Adam Szybowski, wyrósł na pierwszego barytona polski. Gdy przychodzili do nas jeszcze krewni, ciocie i wujkowie, to powstawał prawdziwy kolędowy chór. Jeśli pyta Pani o dania, to przywołać mogę tylko niektóre smaki. Te wigilie przedwojenne czy te w czasie wojny były ubogie w stosunku do tego, co mamy do wyboru dzisiaj. Dania były proste, ale przesmaczne. Zawsze - myślę tu o tych ulubionych przez nas dzieci - czekało się na placki: sernik czy makowiec, smakołyki pieczone przez Mamusię. Mam świadomość, że wychowywałem się w prawdziwie polskim, tradycyjnym domu. Dodam, że moim ojcem chrzestnym był Prezydent Ignacy Mościcki. Miałem szczęście, bo byłem dziewiątym synem rodziców. Nasze trzy wspaniałe siostry-nauczycielki czytały nam poezję, „Trylogię” Sienkiewicza, uczyły recytować wiersze. Panowała wzajemna miłość i szacunek. Na powitanie całowaliśmy rodziców w rękę. Ta atencja była absolutnie żywa, prawdziwa i chciana.

DJ: Rodzice byli dla Państwa autorytetami. Wychowali bohaterów i patriotów.

TSZ: Dwaj bracia działali w czasie wojny w partyzantce, zwłaszcza Antek, który zginął pod Miechowem. Pamiętam aresztowanie braci i ojca przez gestapo, okrutne przesłuchania, potem więzienie na Montelupich, obóz w Płaszowie. To trudne wojenne wspomnienia. Nie da się wymazać ich z pamięci. Przeszli wspólnie z ojcem siedem obozów koncentracyjnych. W ósmym ich rozdzielono i niestety wieść o tatusiu zaginęła. Potem przyszło tzw. wyzwolenie. Pierwsi Rosjanie jakich zobaczyłem to było NKWD, jak się później okazało. Siedzieliśmy w piwnicy, trwały bombardowania. Szukali Antka. „Uratowało” go to, że już nie żył.

DJ: Miał Pan też wyjątkowego brata księdza.

TSZ: Tak, po wojnie został skazany na siedem lat więzienia we Wronkach. „Kupił” swoimi homiliami górali na Podhalu. W Nowym Targu, gdzie był wikarym, prowadził Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Męskiej i Żeńskiej. Młodzi ludzie za nim przepadali.
(…)

Całość przeczytać można tutaj:
https://idmjp2.pl/index.php/pl/projekty/scena-papieska/1192-sto-rol-zakochanie-w-sztuce-teatru-z-cyklu-rozmowy-sceny-papieskiej

 

+++

Panie Tadeuszu,
dziękuję
za czas mi poświęcony,
za Pana zaangażowanie w projekt „Emanacja Rapsodyków”
oraz obchody 75-lecia powstania Teatru Rapsodycznego.
Za Pana obecność i „dawanie świadectwa”
podczas naszych spotkań w Wyższym Seminarium Duchownym Archidiecezji Krakowskiej
oraz w „Salonie Poezji” p. Anny Dymnej.

Chodzi mi o to, aby język giętki
Powiedział wszystko, co pomyśli głowa:
A czasem był jak piorun jasny, prędki,
A czasem smutny jako pieśń stepowa,
A czasem jako skarga nimfy miętki,
A czasem piękny jak aniołów mowa...

Nie zapomnę
Pańskiej wspaniałej interpretacji
oktaw „Beniowskiego” Juliusza Słowackiego…

Nie zapomnę …
Dominika Jamrozy
(koordynator „Sceny Papieskiej”IDMJP2)