Pierwszą i podstawową komórką ekologii ludzkiej jest rodzina, w której człowiek otrzymuje pierwsze i decydujące wyobrażenia związane z prawdą i dobrem, uczy się, co znaczy kochać i być kochanym, a więc co konkretnie znaczy by osobą.

Jan Paweł II

W czwartek, 15 marca gościem Wykładów Otwartych była dr Maria Zboralska. Wygłosiła ona wykład: „Przekraczanie siebie jako klucz do antropologii Karola Wojtyły – Jana Pawła II". Poniżej prezentujemy jego obszerne fragmenty. Zachęcamy do lektury!

Terminem, który oddaje dobrze, na czym polega tajemnica człowieka według K. Wojtyły – Jana Pawła II a który jednocześnie obejmuje wymienione słowa-klucza jest „przekraczanie siebie”. Oznacza ono wychodzenie z siebie, występowanie poza granicę czegoś, wykraczanie poza pewien próg i etymologicznie związane jest z pojęciem transcendencji. Nie chodzi jednak tylko o potoczne rozumienie przekraczania siebie, o którym myślimy np. wtedy, kiedy nie chce nam się rano wstać jak dzwoni budzik, ale jednak zmuszamy się (chciałoby się powiedzieć do nadludzkiego nieraz wysiłku) i wychodzimy z łóżka. Czy też np. przekraczamy siebie, kiedy mając lęk wysokości wchodzimy na Giewont. Rozumienie przekraczania siebie u Karola Wojtyły jest głębokie i dotyczy wykraczanie poza granicę bytu ludzkiego, jakie dokonuje się w trojakiej relacji: w stosunku do samego siebie (autotranscendencja), w relacji do innych ludzi (transcendencja w kierunku drugiego człowieka) oraz w odniesieniu do Boga (transcendencja w kierunku Boga).

Taki sposób czytania K. Wojtyły – Jana Pawła II zaproponował przede wszystkim jego uczeń i następca na Katedrze Etyki KUL Tadeusz Styczeń. W tekście zatytułowanym Być sobą to przekraczać siebie – O antropologii Karola Wojtyły T. Styczeń ukazywał głębokie przekonanie krakowskiego kardynała o tym, iż byt ludzki nie może istnieć jako zamknięty w sobie, lecz do jego specyfiki należy przekraczanie siebie w sumieniu przez wybór prawdziwego dobra oraz transcendencja na drodze solidarności z innymi ludźmi.

PRZEKRACZANIE SAMEGO SIEBIE (AUTOTRANSCENDENCJA)

Pojęcie autotranscendencji koncentruje się na przekraczaniu siebie dokonującym się w samym człowieku, a więc wiąże się z wnętrzem człowieka, ze strukturami bytu jemu właściwymi, a nie z wychodzeniem ku innym ludziom czy Bogu. Karol Wojtyła, tak na kartach Osoby i czynu, jak i publikowanych w latach 70. artykułów filozoficznych, przybliża odbiorcy to rozumienie, kiedy mówi o „transcendencji pionowej”, czy też o „transcendencji osoby w czynie”. Sam autor wprowadza ją w następujący sposób: „Jest to transcendencja, którą zawdzięczamy samostanowieniu, transcendencja przez sam fakt wolności, bycia wolnym w działaniu”. Kardynał ukazuje ją w opozycji do transcendencji poziomej, która polega na przekraczaniu granicy podmiotu ku przedmiotowi w intencjonalnych aktach poznania i chcenia. Słabym punktem transcendencji horyzontalnej jest to, iż nie zostawia ona śladu w podmiocie, nie ma realnego wpływu na stawanie się bardziej człowieka. Ukazując niewystarczalność transcendencji poziomej K. Wojtyła tym samym stoi na stanowisku, iż nie każde przekraczanie siebie jest dla jego antropologii satysfakcjonujące. Na czym więc polega kluczowa dla niego transcendencja pionowa i o jaki przekraczanie siebie tu chodzi? Aby odpowiedzieć choćby w skrócie na te pytania, trzeba przypomnieć, co dla krakowskiego kardynała oznacza pojęcie samostanowienia (zakładające samoposiadanie i samopanowanie).

Termin ten z jednej strony wskazuje na to, iż „ja sam stanowię”, czyli jestem wolny w chceniu. Nikt nie może za mnie chcieć, nikt nie może za mnie dokonywać wyborów, to ja decyduję, czy idę wieczorem do kina czy do teatru, czy uczciwym przedsiębiorcą, czy dokonuję przekrętów finansowych. Innymi słowy, bycie wolnym w działaniu jest najpierw swego rodzaju samozależnością człowieka, nie jest on bowiem zdeterminowany ani przez przedmioty własnego wyboru ani poprzez własne dynamizmy poznawcze i wolitywne. Jest to więc transcendencja wolności. Takie rozumienie jest jeszcze dla K. Wojtyły niewystarczające, ponieważ nie ukazuje jeszcze, iż poprzez te moje wybory, poprzez skierowanie się aktem woli ku wartościom ja stanowię o sobie samym. To nie jest tak, że czy ja czynię dobro czy zło, to nie ma dla mnie znaczenia. Wybory powiem nas kształtują, a raczej my sami siebie kształtujemy poprzez nie jako ludzi dobrych bądź złych. K. Wojtyła napisze, iż „w pojęciu samostanowienia zawiera się więcej niż w pojęciu sprawczości: człowiek nie tylko jest sprawcą swoich czynów, ale przez te czyny jest zarazem w jakiś sposób ‘twórcą samego siebie’”. To jest bardzo ważne zdanie: „człowiek nie tylko jest sprawcą swoich czynów, ale przez te czyny jest zarazem w jakiś sposób ‘twórcą samego siebie’”.

Miejscem, w którym człowiek tworzy samego siebie jest sumienie. To tu dokonuje się przekraczanie siebie w kierunku prawdziwego dobra, to tu ma miejsce przejście transcendencji wolności w transcendencję moralności, to tu rozstrzyga się spełnienie człowieka bądź jego niespełnienie. „Aby ‘czynić dobrze, a unikać zła’ […] – pisze K. Wojtyła w 1976 r. – człowiek musi stale w tymże sumieniu niejako przekraczać siebie w kierunku dobra prawdziwego: jest to podstawowy kierunek owej transcendencji, która stanowi właściwość osoby ludzkiej prioprium personae. Bez tej transcendencji – bez przekraczania i niejako przerastania siebie w stronę prawdy oraz w stronę dobra chcianego i wybieranego w świetle prawdy – osoba, podmiot osobowy, poniekąd nie jest sobą”. Czyli właśnie w sumieniu dokonuje się przekraczanie siebie w kierunku prawdziwego dobra. Wybierając dobro, poznane w świetle prawdy, człowiek spełnia samego siebie. Dla samospełnienia człowieka nie jest bowiem obojętne, czy wybiera dobro czy zło. W pierwszym przypadku spełnia siebie, w drugim sprzeniewierza się sobie.

Po grzechu pierworodnym, kiedy zostały wolność i rozumność zostały zranione niejako uszkodzona, zaciemnione, zdolności pójścia za dobrem i oparcia się złu zostały nadszarpnięte. Tym niemniej, dzięki łasce odkupieńczej Chrystusa, człowiek może dostąpić wolności i żyć w prawdzie. Jan Paweł II akcentuje rolę Ducha Świętego w przekraczaniu siebie w kierunku prawdziwego dobra. Duch Święty z jednej strony oświeca człowieka (daje poznać człowiekowi jego zło, a równocześnie skierowuje do dobra”), a z drugiej daje moc do pójścia za głosem sumienia. Jan Paweł II podkreśla, iż dzięki wsparciu Tego, który jest „najwyższym przewodnikiem człowieka: światłem ducha ludzkiego” człowiek jest w stanie pokonać pokusy, nawet wówczas, kiedy wierność przykazaniom Bożym, wydaje się to po ludzku niemożliwa. To jest ciekawy wątek myśli K. Wojtyły – Jana Pawła II. Jego mocne przekonanie, że człowiek nawet w bardzo trudnej sytuacji z Bożą pomocą jest w stanie wybrać dobro. Skrajnym przykładem dla Jana Pawła II są świadectwa męczenników, którzy za wierność prawdzie oddali życie.

Ważny przykład tego przekraczania siebie w życiu Jana Pawła II, dotyczy ostatnich tygodni jego życia i ogromnego cierpienia, które temu towarzyszyło. Kiedy po tracheotomii, którą przeprowadzono pod koniec lutego 2005 r. po przebudzeniu, nie mogąc mówić, napisał: „Co wyście mi zrobili! Ale Totus Tuus”. 20 lat wcześniej w liście apostolskim o cierpieniu ludzkim Salvifici doloris (1984) napisał: „Cierpienie zdaje się przynależeć do transcendencji człowieka: jest jednym w punktów, w których człowiek zostaje niejako ‘skazany na to’, ażeby przerastał samego siebie – i zostaje do tego w tajemniczy sposób wezwany”.

PRZEKRACZANIE SIEBIE W KIERUNKU INNYCH

Drugi wymiar przekraczania siebie w antropologii K. Wojtyły – Jana Pawła II wiąże się w relacją do innych ludzi. K. Wojtyła napisze, iż „Człowiek spełnia się ‘poprzez drugich’, urzeczywistnia siebie, żyjąc ‘dla drugich’ – w tym właśnie najbardziej dochodzi do głosu nie tylko przekraczanie siebie ku innym, ale także przerastanie siebie”.

W Osobie i czynie oraz późniejszych artykułach filozoficznych przekraczanie siebie wyraża wprowadzona przez K. Wojtyłę kategoria uczestnictwa w człowieczeństwie innych, czyli pozytywna relacja do człowieczeństwa innych.

K. Wojtyła na postawie relacji: „ja” – „ty” ukazuje, na czym polega uczestnictwo w człowieczeństwie innych. Przede wszystkim autor wprowadza bardzo ważne rozróżnienie. Samo stwierdzenie, że „drugi”, „inny” (czyli ktoś, kto jest poza mną), jest człowiekiem, czyli należy do abstrakcyjnie pojętego zbioru ludzi nie jest jeszcze uczestnictwem w człowieczeństwie innych. To nie wystarcza, to jest jakby warunek wstępny, on otwiera drogę do uczestnictwa, bo trudno też mówić o uczestnictwie w człowieczeństwie bytów niebędących ludźmi. Natomiast tym, co inicjuje uczestnictwo, co wyznacza zdolność uczestniczenia w samym człowieczeństwie innych jest świadomość, że „drugi” jest „innym «ja»”, „drugim «ja»”, bliźnim. Czyli jest takim samym podmiotem jak ja, też o sobie stanowi, też sobie panuje i siebie posiada, też dąży do samospełnienia – mówiąc kategoriami z filozofii K. Wojtyły. Aby można było mówić o uczestnictwie musi się dokonać coś, co K. Wojtyła nazywa „personalizacją stosunku człowieka do człowieka”, powiedzielibyśmy przekraczaniem siebie w kierunku innych. Jak zauważa K. Guzowski: „nasz filozof [K. Wojtyła – przyp. M.Z] jest świadomy, że relacja ‘ja’-‘inny’ nie oznacza automatycznie relacji ‘ja’-‘ty’”.

To dlatego K. Wojtyła podkreśla, iż układ „ja”-„drugi” nie jest gotowy, ale potrzebuje bodźca do aktualizacji. Tym impulsem może być przykazanie „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” (Mt 22, 39). Kardynał zwraca jednak uwagę, iż sam zewnętrzny nakaz pochodzący z Ewangelii nie wystarczy, potrzeba by bodziec do właściwego odniesienia do drugiego zrodził się wewnątrz człowieka i wyrażał się w wyborze innego człowieka. Wybór polega na tym, że akceptuję jego „ja”, czyli afirmuję osobę – w ten sposób „wybieram go w sobie”. Ten wybór nie jest koniecznie przeżywany jako wybór, tylko jako proste utożsamienie „jednego z innych” jako „drugiego «ja»”, wybór tego człowieka spośród innych. Najwyższą formą uczestnictwa w człowieczeństwie innych, a więc i w transcendencji jest relacja przyjaźni, a zwłaszcza miłości.

Uzupełnieniem tej filozoficznej wizji uczestnictwa ukazującej przekraczanie siebie ku innym jest wymiar teologiczny daru i komunii. W tym względzie niezwykle inspirujące dla myśli Karola Wojtyły – Jana Pawła II stał się następujący fragment konstytucji Gaudium et spes Soboru Watykańskiego II: „Kiedy Pan Jezus modli się do Ojca, aby ‘wszyscy byli jedno… jako i my jedno jesteśmy’ (J 17, 21-22), [otwierając przed rozumem ludzkim niedostępne perspektywy], daje znać o pewnym podobieństwie między jednością osób boskich a jednością synów Bożych [zespolonych w prawdzie i miłości]. To podobieństwo ukazuje, że człowiek będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego, nie może odnaleźć się w pełni inaczej jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego”.

Punktem wyjścia daru – zauważa K. Wojtyła – jest dojrzałość osobowa człowieka, bowiem kto siebie nie posiada i sobie nie panuje nie może uczynić siebie darem dla innych. Każdy człowiek w sposób sobie właściwy jest bowiem wezwany do takiego daru, w którym wychodzi on z siebie, dokonując swego rodzaju ekstazy. W przemówieniu skierowanym do polskich środowisk twórczych w czasie pielgrzymki w 1991 r. Ojciec Święty tłumaczy: „Ów dar [bezinteresowny z siebie samego – przyp. M.Z.] stanowi pełną aktualizację celowości, która jest właściwa człowiekowi – osobie. Jego autoteleologia polega więc nie na tym, aby być ‘dla siebie’, zamykać się w sobie w sposób egoistyczny – ale aby być ‘dla innych’, być darem. Chrystus jest niedościgłym, ale równocześnie wciąż najwyższym wzorem takiego człowieczeństwa. Człowiek urzeczywistnia siebie, spełnia siebie, przekraczając siebie. W tym potwierdza się jego osobowa tożsamość, a zarazem boski rys człowieczeństwa”. Związek między poszukiwaniem samego siebie a spełnieniem siebie, właściwy dla osoby ludzkiej, wyrażony jest w sposób paradoksalny: człowiek „jest dla siebie”, wówczas, kiedy „daje siebie”. Tylko poprzez dar osiąga pełną realizację swojej zdolności bycia osobą, uaktualnienie swojej możności.

PRZEKRACZANIE SIEBIE W KIERUNKU BOGA

Na początku warto odnotować, iż u podstaw badania problematyki zjednoczenia człowieka z Bogiem przez K. Wojtyłę stoją jego studia dzieł św. Jana od Krzyża, którym poświęcił swój doktorat obroniony w 1948 r. W swojej rozprawie doktorskiej K. Wojtyła pokazuje za hiszpańskim mistykiem dwa rodzaje zjednoczenia duszy z Bogiem. Pierwsze z nich określane jest jako przyrodzone (substancjalne, istotowe), drugie zaś jako nadprzyrodzone. Zjednoczenie przyrodzone polega na obecności substancjalnej Boga w każdym człowieku, nawet grzesznym, a wynikające z udzielenia bytu poprzez stworzenie oraz podtrzymywanie bytu. Mamy więc do czynienia z metafizyczną linią bytu, sprowadzającą się do zależności stworzenia od Źródła Bytu. Zjednoczenie nadprzyrodzone natomiast – i to nim przede wszystkim zajmuje się doktor mistyczny a za nim polski kapłan – jest zjednoczeniem „przez podobieństwo” i dokonuje się przez łaskę i miłość, w której Bóg udziela w pewien sposób swego nadprzyrodzonego bytu samego Bóstwa. To nowe zrodzenie człowieka rozpoczynające się na chrzcie (narodziny synów Bożych; por. J 1; J 3, 5) jest początkiem dynamicznej drogi, w której stopień zjednoczenia mierzony jest stopniem wzrostu w łasce i w miłości a celem jest przekształcenie czy przeobrażenie duszy w Boga.

W artykule O humanizmie św. Jana od Krzyża K. Wojtyła pokazuje, iż mamy tutaj do czynienia z podwójną dynamiką: skierowaną ku Przedmiotowi (Bogu) oraz ku podmiotowi (człowiekowi). Z jednej strony bowiem w człowieku dokonuje się otwarcie się na Boga, czyli przedmiotowa łączność z istotą Boga, doświadczalne poznawanie samego Bóstwa. Z drugiej zaś strony człowiek przeżywa rzeczywiste przekształcenie, przeobrażenie, a więc stopniową i powolną przemianę własnego wnętrza, wynikającą w owej łączności z istotą Bożą. „Życie nadprzyrodzone to nie tylko nadprzyrodzone odniesienie do Boga, to również nowa postać konkretnego ludzkiego życia, postać przeżywalna i doświadczalna. Zjednoczenie z Bogiem jest rzeczywistą sprawą człowieka” – konkluduje K. Wojtyła. To bardzo ważne zdanie, ukazujące samo centrum antropologii teologicznej naszego autora, w której Bóg i człowiek nie stoją na przeciwległych biegunach, lecz ściśle się łączą się ze sobą. Taka komunia ma wielkie znaczenia dla samej koncepcji człowieka, akcentuje bowiem konieczność transcendencji ku Bogu. Człowiek powołany jest do tego, by osiągnąć pełnię świętości, a więc najwyższy stopień zjednoczenia z Bogiem. W ten sposób osiągnie też pełnię człowieczeństwa.

K. Wojtyła – Jan Paweł II kładzie nacisk na charakter osobowy relacji człowieka z Bogiem. Ludzkie życie ma być wzrastaniem w zażyłości z Bogiem, w życiu w łasce i w sakramentach i na modlitwie, w powiększaniu komunii człowieka z Bogiem. Jak napisze Ojciec Święty w encyklice Ecclesia de Eucharistia: „Komunia niewidzialna, która ze swej natury ciągle wzrasta, zakłada życie w łasce, dzięki czemu stajemy się ‘uczestnikami Boskiej natury’ (2 P 1, 4), oraz praktykowanie cnót wiary, nadziei i miłości. Tylko w ten sposób wchodzimy w prawdziwą komunię z Ojcem, Synem i Duchem Świętym. Nie wystarczy wiara, ale trzeba trwać w łasce uświęcającej i w miłości, pozostając w łonie Kościoła ‘ciałem’ i ‘sercem’ (por. KK 14); potrzebna jest, mówiąc słowami św. Pawła ‘wiara, która działa przez miłość’ (por. Ga 5, 6)”.

W przekraczaniu siebie ku Bogu szczególne znaczenie K. Wojtyła – Jan Paweł II przypisuje cnotom teologalnym. „Wiara, nadzieja i miłość są jak trzy gwiazdy jaśniejące na niebie naszego życia duchowego, by prowadzić nas do Boga. Są one w najwyższym stopniu cnotami ‘teologalnymi’: pozwalają nam żyć w komunii z Bogiem i wiodą nas do Niego. Tworzą tryptyk, którego szczytem jest miłość, agape” – powie Jan Paweł II. Za św. Janem od Krzyża zauważa, iż wiara, nadzieja i miłość jako przynależne do porządku nadprzyrodzonego są darem Bożym; „są one w nas, ale nie są z nas”. Są one ze sobą wzajemnie powiązane, tak, iż można mówić o równoczesnym wzroście wszystkich cnót – kiedy bowiem wzrasta jedna, wzrastają też pozostałe.

Mamy przed oczami obrazy modlącego się Papieża w skupieniu, odprawiającego nabożne Msze św. czy to w kaplicy papieskiej, odmawiającego różaniec w ogrodach watykańskich czy w czasie wakacji w górach… Mamy też niezwykłe świadectwo, które Jan Paweł II zostawił w ostatniej encyklice Ecclesia de Eucharystia, gdzie m.in. napisał: „Pięknie jest zatrzymać się z Nim [Chrystusem] i jak umiłowany Uczeń oprzeć głowę na Jego piersi (por. J 13, 25), poczuć dotknięcie nieskończoną miłością Jego Serca (EE 25).

ZAKOŃCZENIE

Wydaje się, iż koncepcja przekraczanie siebie tworzy spójną wizję osoby ludzkiej. Ukazuje bowiem, iż spełnienie człowieka nie dokonuje się ani w egoistycznym zamknięciu odwracającym się od drugiego człowieka i od Boga, ani tylko w stosunkach międzyludzkich z zanegowaniem wymiaru wertykalnego i własnej dojrzałości osobowej, ani nawet z wyłącznej więzi z Bogiem, która nie przenosiłaby się na relację do innych ludzi i do siebie samego. W tym sensie można powtórzyć za K. Wojtyłą, iż: „Transcendencja […] jest poniekąd drugim imieniem osoby”.

Bogactwo znaczeń pojęcia przekraczania siebie i możliwości jej zastosowania w antropologii teologicznej wskazują na przyszłość tej kategorii oraz aktualność słów Soboru Watykańskiego II, które K. Wojtyła wybrał na motto swojego dzieła pt. Osoba i czyn: „Kościół, który z racji swego zadania i kompetencji w żaden sposób nie utożsamia się ze wspólnotą polityczną ani nie wiąże się z żadnym systemem politycznym, jest zarazem znakiem i zabezpieczeniem transcendentnego charakteru osoby”.

Newsletter

Zapisz się
do góry